19:24

Kalendarz adwentowy Douglas - podsumowanie

Kalendarz adwentowy Douglas - podsumowanie

Pamiętam jak nie mogłam doczekać się grudnia. Pierwszym powodem było to, że oficjalnie mogłam zacząć przygotowania do świąt - słuchać świątecznych piosenek, nosić świąteczne swetry i ozdabiać każdy kąt mojego pokoju tak by był jak najbardziej świątecznym kątem na świecie! Był też drugi bardzo ważny powód czyli mój pierwszy w życiu kalendarz adwentowy. Tak przyznaję się, nigdy dotąd nie miałam żadnego kalendarza - nawet takiego z czekoladkami - po prostu.. nie oceniajcie. W tym roku jednak wszytko się zmieniło i miałam swój pierwszy kalendarz, w nieco innym wydaniu bo wypełniony był kosmetykami. Oficjalnie otwierałam go z Wami na moim instastory i tam też mówiłam Wam, że nie miałam zielonego pojęcia co znajduje się w środku, także każdego dnia miałam niespodziankę! Przy okazji zachęcam Was do obserwowania mojego konta na instagramie, teraz też tam trwa rozdanie, w którym możecie zgarnąć między innymi bon do Zary i Instaxa, także polecam - @vanillia96 

Wracając do kalendarza to mój był z Douglas'a. Jak w każdym kalendarzu znajdowały się w nim 24 okienka, a idea polega na tym by każdego dnia, aż do świąt otwierać po jednym, a mi się to udało! Choć wierzcie, że było ciężko, bo już otwierając pierwsze okienko miałam ochotę otworzyć je wszystkie na raz! W tym roku w Douglasie były dwa kalendarze adwentowe, ten który ja wybrałam był miksem różnych marek i produktów, a ten drugi skupiał się jedynie na produktach do makijażu Douglas.

Żeby łatwiej było mi oceniać rzeczy, to co znalazłam w kalendarzu pogrupowałam na siedem kategorii, a że najbardziej wyczekiwałam kosmetyków kolorowych, to od tej kategorii zaczniemy.



Jako, że w kalendarzu musiało być wszystkiego po trochu to makijażowych propozycji było tylko trzy. Pierwsza pojawiła się już pierwszego dnia i była to płynna pomadka do ust z Isa Dory w kolorze 01 Nude Attitude. Jest to oczywiście miniaturka bo mamy jej tylko 2g. Co do koloru to jestem z niego zadowolona bo jest to taki dzienny kolor, pasujący do większości typów urody. Jeśli chodzi o trwałość i pigmentacje to tutaj jestem już mniej zadowolona, pomadka nie trzyma się za długo na ustach a kolor ustach nie jest aż tak intensywny jak powinien być.


Kolejnym makijażowym  produktem był też produkt do ust tylko tym razem była to konturówka marki Douglas w kolorze 2 - Bois De Rose. Jest to pełnowymiarowy produkt, a jego kolor jest zdecydowanie ciemniejszy niż kolor pomadki. Jest to coś pomiędzy zgaszonym różem a czerwienią. Co do jej konsystencji to nie mam się do czego przyczepić, bo jest miękką kredką, którą się łatwo pracuje.

Ostatnim kolorowym kosmetykiem była zwykła, mała, czarna kredka Douglas. Tu też nie mam się do czego przyczepić bo jest miękka a jej kolor jest intensywny.


To była druga kategoria produktów, na które czekałam i bardzo liczyłam, że w kalendarzu znajdzie się coś co przypadnie mi do gustu i od razu Wam powiem, że się nie rozczarowałam!
Wszystko zaczęło się od miniaturki perfum Ariany Grande Ari Eau De Parfum, które skradły moje serce nie tylko swoim zapachem, ale też flakonikiem, który jest przegenialny. Ubolewać mogę tylko nad tym, że jest to malutki produkt - 7,5ml i nie posiada on żadnego dozownika tylko trzeba po prostu wylewać perfumy na swoje ciało. Ja jestem miłośniczką słodkich zapachów, a ten właśnie taki jest, delikatny, owocowo-kwiatowy i mega kobiecy.Według opisu jego nutami głównymi jest gruszka, grejpfrut i malina.

Drugą propozycją był roller od Annayake Kimitsu. Od razu wielki plus za to, że można je aplikować bez marnowania zapachu tak jak w przypadku miniatrurki od Ariany. Zapachu też mamy więcej bo 10ml i co najważniejsze są to kolejne słodkie perfumy. Tym razem głównymi nutami jest bergamotna, róża i gruszka. Znajduje się w nich też nuta pieprzu przez co nie są one aż tak słodkie jak pierwsza propozycja

Ostatnie nie tylko jako zapach, ale też jak ostatnia niespodzianka w kalendarzu były perfumy My Honey od Toni Gard. Chyba nikogo nie zaskoczę jak powiem, że jest to kolejny słodki zapach, który bardzo przypadł mi do gustu. Tego zapachu też mamy najwięcej bo 15ml i jest też wygodny atomizer. Jeśli chodzi o jego nuty zapachowe to rządzą żółte owoce, miód i limonka.

Jak miałabym wybrać mój ulubiony zapach z tych trzech to miałabym problem. Uwielbiam każdy z tych zapachów i są one też naprawdę trwałe, ale przez to, że są to trzy naprawdę słodkie aromaty to wąchając je jeden po drugim słabo czuć różnice pomiędzy nimi. Jednak jeśli tak samo jak ja kochacie słodkie perfumy to polecam Wam je powąchać i wybrać swoje ulubione.


Na produkty z tej kategorii wcale nie czekałam i tak naprawdę dla mnie mogłyby się one wcale nie pojawiać, ale były dwa kosmetyki. Pewnie gdybym nie nosiła hybryd i nadal bym używała normalnych lakierów to bym się z nich cieszyła, a tak to powędrowały w inne ręce. Produkty o których mowa były z Douglas i pierwsza była to baza i top - 2 w 1 - a druga to czerwony lakier do paznokci w kolorze heartbreak 74. Oba produkty były pełnowartościowe.


Zacznę od dwóch produktów do mycia twarzy. Pierwszy z nich to kaktusowy płyn do twarzy z Hej Organic. Marka ta produktuje wegańskie, bio kosmetyki z dość dobrym składem. W miniaturce znalazło się 10ml. Drugim produktem do mycia buzi jest nawilżający żel przeznaczony dla cery normalnej i suchej od Artemis. Mamy też większą pojemność bo 20ml i muszę przyznać, że z tym polubiłam się o wiele bardziej niż z pierwszą propozycją głównie dlatego, że jest o wiele łagodniejszy dla mojej mega podrażnionej cery teraz.

Następnie mamy miniaturkę dwufazowego płyny do demakijażu od Douglas. Nie mogę Wam o nim nic powiedzieć bo jest jednym z tych produktów, które czekają na to by zabrać je na jakiś wyjazd.


W tej kategorii mam też dwa kremy, których nie używałam i nie użyje głównie dlatego, że są one przeciwzmarszczkowe. Powędrowały one do mojej mamy i mam nadzieję, że będzie z nich zadowolona. Mowa o Rich Cream od Day Tox i serum od Annayake.

W tej kategorii najbardziej jestem zadowolona z pomadki nawilżającej Eos. Szał na jajeczka z tej marki był już dawno, ja nie miałam okazji ich testować, także cieszę się, że teraz mam taką okazję. Do tego zapach wanilliowy to strzał w 10!

Z maseczkami było tak, że wszystkie cztery, które były w kalendarzu tego samego dnia co je wyjęłam lądowały na mojej twarzy. Została mi tylko jedna, dlatego że było jej najwięcej czyli 20ml Clay Mask z Day Tox - jest to maseczna czarna, oczyszczająca. Nie ma ona jakiegoś genialnego działania, jest po prostu maseczką z glinką.

W Mikołajki najlepszym prezentem też była maseczka. Tym razem z płacie z twarzą Mikołaja jak to na ten dzień i okres przystało. Była nawilżająca i naprawdę się z nią polubiłam.
Kolejna maseczka była od Douglas i miała zadanie nawadniające.

Ostatnie były nawilżające rękawiczki do rąk również od Douglas. Tej maseczki nie użyłam a oddałam mojej mamie, której się spodobała i z tego co mówiła to miała dobrze nawilżone i gładkie ręce po niej więc mogę polecić.


Tym razem Douglas przygotował dla nas dwie propozycje żeli pod prysznic. Na początku myślałam, że to najgorsze co możemy znaleźć w kalendarzu, ale teraz widzę w nich plus - są idealne do podróży. Tak więc te dwa żele jeszcze sobie poczekają aż je użyje do czasu aż je gdzieś ze sobą zabiorę. Do tego możecie zobaczyć, że ten od Tony Gard jest tworzy komplet z perfumami, które pokazywałam Wam wyżej.


Pamiętam jak drugiego dnia otwierałam kalendarz i byłam zachwycona, że w środku jest gąbeczka, bo akurat chciałam wymienić swoją, ale ta okazała się wielkim rozczarowaniem. Ma dość nietypowy kształt i może byłaby przez to idealna, ale jest najtwardszą gąbeczką jaką kiedykolwiek miałam okazje używać. Woda kompletnie nie zmienia jej miękkości przez co jak używałam jej dwa razy to miałam wrażenie jakbym kamieniem stemplowała swoją twarz.. nie polecam.

Za to bardzo, bardzo jestem zadowolona z gumek do włosów, do których zawsze podchodziłam sceptycznie i nie myślałam, że nie mogą być jakkolwiek dobre, ale cofam są mega! W sumie nie wiem jak wcześniej mogłam używać zwykłych gumek do włosów, te ringi są świetne. Dają sobie radę z moimi włosami, utrzymują je w miejscu, nie plączą się i nie wyrywają włosów.
W kalendarzu znalazła się też kostka musująca do kąpieli z Douglas, która pachniała bardzo ładnie i ostatnią rzeczą, której nie użyłam i nie wiem czy użyje jest chusteczka brązująca do twarzy i ciała również od Douglas.

Podsumowując jestem zadowolona z tego kalendarza. Pomimo, że było w nim kilka rzeczy, których nie użyje albo są nieużyteczne to i tak widzę więcej plusów niż minusów w takim kalendarzu. Jest to super zabawa i ja na przykład poznałam się z markami, o których wcześniej nie słyszałam lub po prostu nie miałam okazji nic od nich testować. Także jeśli chcecie sprawić sobie niespodziankę i przetestować coś nowego to polecam Wam taki kalendarz na następne święta. Jestem tylko zawiedziona, że w kalendarzu nie było czerwonej pomadki. W końcu święta, a ten kolor do nich idealnie pasuje.

16:15

Jak robię paznokcie? - Czyli wszystko co powinniście wiedzieć o hybrydach

Jak robię paznokcie? - Czyli wszystko co powinniście wiedzieć o hybrydach
Moja przygoda z paznokciami hybrydowymi zaczęła się ponad rok temu. Tak naprawdę całkowicie przypadkowo, bo po prostu miałam możliwość być modelką na kilku kursach, gdzie dziewczyny dopiero uczyły się je robić. Wcześniej nie miałam zielonego pojęcia jak dokładnie się je robi, nie czułam, że są mi one do niczego potrzebne i najważniejsze.. wydawały mi się drogie.




Punkt widzenia zmienił mi się od razu, gdy zostały mi po raz pierwszy pomalowane paznokcie. Bo raz - nie musiałam czekać w nieskończoność aż wyschną, dwa - prawdopodobieństwo, że rozwalę je po 5 minutach od nałożenia lakieru zmniejszyło się całkowicie! 

Od niedawna zaczęłam robić sobie paznokcie sama w domu, więc stwierdziłam, że podzielę się z Wami tym wszystkim czego ja sama szukałam w internecie gdy poszukiwałam lampy, lakierów, zestawów i wszystkich innych pierdół, które są potrzebne do wykonania paznokci. 

Zestaw czy kompletowanie samemu?! To zdecydowanie było pytanie, które miałam w głowie najdłużej. Pytałam chyba każdej dziewczyny, która robiła mi paznokcie, co jej zdaniem jest lepsze i zdania były podzielone. Jednak większość dziewczyn jednak była za tym by kompletować wszytko samemu. Sama też skorzystałam z tej opcji, głownie dlatego, że żaden z zestawów nie odpowiadał mi na tyle, że zdecydowałabym się go zamówić. Ważne jest po prostu byście sobie przeliczyli co wyjdzie Wam korzystniej i odpowiedzieli na pytanie czy chcecie się bawić w zamawianie/kupowanie wszystkiego osobno!
Wybór lampy też był dla mnie wyzwaniem. Głównie dlatego, że zupełnie nie wiedziałam czym mam się kierować przy jej wyborze, która jest najlepsza i czym się w ogóle od siebie różnią! Na rynku mamy kilka rodzaj lamp, które różnią się od siebie kształtem i mocą. Zdecydowanie odradzam Wam kupowanie lamp z najmniejszą mocą 6 lub 9W dlatego, że są to lampy, które szybciej Was zdenerwują niż utwardzą paznokcie. Tak samo nie polecam kupować lamp w kształcie mostków, dlatego że rozpraszają one światło przez co mogą niedokładnie utwardzać lakier. Najlepsze lampy zaczynają się od 36W. Są to lampy, które utwardzą wam paznokcie w 30 sekund! Lampa na którą ja się zdecydowałam ma moc 48W przez co jest o wiele droższa od lamp z mniejszą mocą. Jednak jestem z niej naprawdę zadowolona i do tego sam fakt, że świeci różowym światłem jest genialny. Do tego ma zbudowany sensor ruchu i kilka możliwości wyboru czasu utwardzania. Jednak do domowego użytku spokojnie starczą Wam lampy o mniejszej mocy, które na allegro możecie już kupić za 50-60zł! 
Marka lakierów, na które się zdecydować jest tak naprawdę zależna od Was i do jak będzie się Wam z nimi pracować i czy Was nie uczulą. Moim zdaniem nie ma sensu kupować jak najdroższych lakierów, dlatego że zazwyczaj wtedy płacimy za markę, a produkt nie różni się niczym od mniej popularnych wersji. Tak samo nie polecam Wam kupować niesprawdzonych lakierów z alliexpress, dlatego że mogą tylko uczulać i ich skład nie jest nigdy za pewny. Ja wszystkie swoje lakiery posiadam z chiodo pro. Mam ich już trochę i jestem z nich zadowolona. Odpowiada mi ich konsystencja i to, że nawet jasne lakiery się nie rozlewają, ani nie żółkną po kilku dniach. Szybko się utwardzają, nie odpryskają, a cała marka ma bardzo duży wybór świetnych kolorów. 

Cleaner, waciki, aceton i inne... Są to drobiazgi, które oczywiście bardzo przydają się do robienia paznokci, ale tu tak naprawdę marka nie gra roli. Najtańszy cleaner działa tak samo jak najdoższy, a moim ulubionym zmywaczem do hybryd jest zmywacz z biedronki, który naprawdę daje sobie świetnie radę! Ostatnio też odkryłam dwa w jednym z eveline, czyli produkt, który odtłuści Wam płytkę paznokci, ale też sprawdzi się przy zdejmowaniu lakieru. Do tego jego wielkim plusem jest to, że ma naprawdę ładny zapach w porównaniu z innymi produktami tego typu. Wybór odpowiednich wacików jest ważny, jasne zwykłe kosmetyczne też dają radę, ale nie ma nic gorszego niż kawałek niewidzialnego wacika, który zostaje na paznokciu i zauważamy go dopiero, gdy pomalujemy paznokcia! Dlatego tu najlepiej sprawdzą się waciki bezpyłowe, których koszt to kilka złoty za 500/1000 sztuk. Tak samo polerki i jednorazowe pilniczki to groszowe sprawy, gdy zamawiamy je przez internet. 


Paznokcie, które Wam teraz pokazuje są zrobione całkowicie produktami z chiodo. Na początku znacząco je skróciłam i nadałam ich kształt. Tak naprawdę nie pamiętam kiedy ostatnio miałam tak krótkie paznokcie, ale chce im dać w końcu się zregenerować i dojść do siebie.Po przemyciu ich cleanerem  użyłam jednej warstwy bazy proSoft z kolekcji new generation. Na to nałożyłam trzy cienkie warstwy koloru nr 790 lady like z kolekcji black&white style. Żeby nie było tak nudno to zdecydowałam się na trochę błysku i na dwa paznokcie położyłam jedną warstwe srebrnego brokatu nr 793 silver shadow również z kolekcji black&white style. Na koniec nie mogło się obyć bez topu effect, który zabezpieczył mi paznokcie oraz ponownego przemycia ich cleanerem. Wykonanie ich zajęło mi bardzo mało czasu do tego nie ma na nich żadnych smug ani odciśniętych wzorków, które zawsze mi się tworzyły, gdy używałam zwykłych lakierów. Pamiętajcie by przestrzegać kilku zasad przy robieniu paznokci takich jak - odtłuszczenie płytki,nakładanie cienkich warstw, nie zalewanie skórek lakierem i zabezpieczenie wolnych brzegów paznokcia! To sprawi, że wasze paznokcie będą się trzymać, nie odprysną, a nie zalanie skórek nie sprawi, że lakier się nie podważy i nie zacznie schodzić płatami.
Tutaj znajdziecie linki do lampy i lakierów, które użyłam:
lampalady likesilver shadow

Na koniec zapraszam Was na mojego instagrama link macie TU teraz przez 24 dni aż do świąt na instastory otwieram codziennie po jednym okienku mojego kalendarza adwentowego z douglasa więc jak jesteście ciekawi co jest w środku to zapraszam do oglądania! Do tego jak pod którymś z ostatnich zdjęć napiszecie, że jesteście z bloga to wpadnę na Wasz profil. ;)

15:20

Hello again!

Hello again!

Cześć! Witam Was prawie w grudniu. Już niedługo święta i zaraz wszyscy zaczniemy słyszeć nowy rok, nowa ja, dlatego zacznę pierwsza i trochę to wszystko przyśpieszę postanowieniem, że wracam do Was.

Trochę mnie tu nie było, ale tak naprawdę nigdzie nie zniknęłam, bo o tym, że żyję i mam się dobrze mogliście widzieć na instagramie, który na jakiś czas zamieniłam z blogiem i muszę przyznać, że była to dobra decyzja. Starałam się i staram cały czas rozwijać się tam najbardziej jak się da i oprócz tego, że instagram ma teraz o wiele większe zasięgi niż blog, to też daje możliwość poznania super, ekstra inspirujących osób. To właśnie oni przekazali mi bardzo dużo rad i wskazówek, ale też pokazali błędy i przedstawili cały ten blogowy świat nie tylko jako chwilową zajawkę i hobby, ale też jako pracę, w którą wkłada się bardzo dużo serca i zaangażowania. To też dzięki temu adres mojego bloga się zmienił i zniknęło nielubiane przeze mnie blogspot.com i jest po prostu .pl - z czego cieszę się bardzo i zastanawiam czemu zajęło mi to tak dużo czasu by to zmienić. (Wy nie musicie się niczym martwić, nawet jeśli przez przypadek wpiszecie stary adres bloga to i tak zostaniecie przekierowani tu)

Kilka ostatnich miesięcy było też dość intensywnych. W wakacje, gdy pewnie większość z Was odpoczywała w jakiś pięknych miejscach, to ja zaznałam dorosłego życia poprzez staż w korporacji, także ranne wstawanie, siedzenie praktycznie cały czas przy biurku i otaczanie się osobami, które bardzo słabo mówią po polsku nie jest mi obce. Do tego zaczął się ostatni rok moich studiów i wszystkie moje myśli są skupione wokół napisania pracy licencjackiej - a przynajmniej bardzo bym chciałaby tak było. Zaczęłam się uczyć też włoskiego i poznawać tajniki fotografii - także jeśli macie jakieś fajne poradniki/blogi/filmiki na temat robienia zdjęć to proszę zostawcie linki w komentarzach! Będę bardzo wdzięczna.



A na koniec mam dla Was jedną z moich ostatnich jesiennych stylizacji. Na zdjęcia wybrałam się w bardzo fajne miejsce i pewnie byłoby o wiele więcej zdjęć, gdyby nie to, że chwile po tym jak wyjęłam aparat z pięknego, słonecznego nieba zaczęło padać, ale chyba już powinnam się do tego przyzwyczaić, że pogoda zawsze płata mi figle wtedy gdy mam wolny dzień.  Buty, które mam na sobie są jednym z moich ostatnich zakupowych nowości. Chciałam je mieć już od dawna, ale jakoś zawsze zakup ich odkładałam ich na później. Teraz mam z nimi taki love-hate relatinship, bo pomijając to, że bardzo mi się podobają to niestety na jednego z nich strasznie działa grawitacja, więc przerwa na poprawianie buta jest średnio co minute. Spódnica, którą mam na sobie też jest jedną z nowości ze strony romwe, w cudownym jesiennym kolorze. Jest to małe zaskoczenie, gdyż zamawiając ją nie byłam pewna czy w ogóle zakryje mi tyłek, a tu proszę, pierwsza spódnica z azjatyckiej strony, która nadaje się dla wysokich dziewczyn!

płaszcz - orsay
sweter - tom tailor
spódnica - romwe (link)
rajstopy - gatta
buty - h&m
szalik - prezent

@vanillia96 - kliknij aby mnie zaobserwować

Copyright © 2016 Vanillia , Blogger