18:05

Czy warto zamawiać na NA-KD? jakość ubrań, dostawa + kod zniżkowy

Czy warto zamawiać na NA-KD? jakość ubrań, dostawa + kod zniżkowy
Bardzo cieszę się z tego, że sezon wyprzedażowy nareszcie się kończy, że tłumy znikają ze sklepów i wszystko powoli wraca do normy. Tak, jestem jedną z tych osób, która nienawidzi tego okresu, który znaczy kolejki do przymierzalni, kasy i wielki bałagan w sklepach.  Kompletnie nie potrafię się odnaleźć w takiej rzeczywistości więc ratując się jak mogę staram się trzymać z daleka od centrum handlowych, a zakupy robić online!



O sklepie NA-KD słyszałam już dawno, oglądałam też dużo hauli gdzie dziewczyny polecały ubrania z tej strony, ale jakoś nie byłam zainteresowana by tam wejść i coś zamówić, bo jeszcze wtedy był to czas gdy bałam się zamawiać ubrania przez internet. Jak mogliście już się dowiedzieć moje nastawienie się zmieniło i teraz dość częściej i chętniej zamawiam coś z internetu. Dlatego też dałam szanse NAKD i od razu się przyznam, że przepadłam gdy pierwszy raz weszłam na ich stronę.

Może zaczynając od początku, co to w ogóle jest NAKD? Jest to zagraniczny sklep internetowy z ubraniami i dodatkami, gdzie znajdziecie przeróżne marki. Oprócz standardowej lini nakd i jej współprac z różnymi modelkami i gwiazdami są tam też takie marki jak LEVI'S, Ray Ban, Shein czy Tommy Filfiger i Calvin Klain. Także wybór jest przeogromny. Przy czym jest możliwość poznania wielu innych mniej znanych marek, które również oferują świetne rzeczy.




To czym najbardziej mnie kupiło NAKD jest to, że gdy już nam się coś spodoba i klikamy w tę rzecz by zobaczyć więcej zdjęć to oprócz fotografii z modelkami załączony jest też krótki filmik, gdzie modelka prezentuje rzecz na sobie. Moimi zdaniem jest to genialne, zwłaszcza przy zakupach przez internet, gdzie nie mamy możliwości podejść i dotknąć materiału, a na takim filmiku dokładnie widać jak rzecz leży i jak zachowuje się w ruchu. Przy czym prawdopodobieństwo, że zamówimy rzecz, która nie będzie wyglądać jak ta ze zdjęcia jest 0.

Kolejnym plusem jest jakość. Na razie wszystkie rzeczy, które zamawiałam są z linii NAKD i muszę przyznać, że niczym nie odbiega od jakości ubrań np. z Zary. Wszytko jest naprawdę dobrze wykonane, materiały są miłe w dotyku i nie najgorsze gatunkowo. Nie prują się ani nie rozwalają po pierwszym praniu, a także nie mechacą. Ubrania mam już kilka miesięcy i jak na razie wszystkie są w naprawdę dobrym stanie.
Rozmiarówka na stronie też jest standardowa, więc jeśli nosicie S to bez obaw możecie właśnie taki rozmiar sobie zamówić. Oczywiście na stronie macie tabele rozmiarów i tam jeszcze na spokojnie możecie wszytko sobie sprawdzić i dokładnie porównać. Z tego co zauważyłam NAKD ostatnio wprowadziło więcej rozmiarów i jest już nawet xxs.


Jeśli chodzi o dostawę to tu jestem zachwycona najbardziej! Pamiętam jak robiłam swoje pierwsze zamówienie i obawiałam się tego, że płaszcz, który zamówiłam nie dojdzie na czas przez co nie będę miała co założyć na ślub, który był za parę dni. NAKD przeszło samych siebie i wyobraźcie sobie, że składając zamówienie w poniedziałek następnego dnia kurier zapukał do moich drzwi i wręczył mi moje zamówienie! Przez co nie miałam też problemów by oddać płaszcz do krawcowej na drobne skrócenie, gdy zdałam sobie sprawę, że nie czuję się za dobrze w tak długim płaszczu. ;)
Nie gwarantuje Wam, że każde Wasze zamówienie już następnego dnia będzie u Was, bo strona daje sobie na to 2-3 dni, ale i tak realizacja i dostawa jest expresowa i nigdy przy żadnym ze swoich zamówień nie miałam z niczym problemu. Do tego dostawa jest całkowicie darmowa jeśli chodzi o Polskę i cały świat.

Zamawianie rzeczy jest banalnie proste i nie różni się niczym od innych stron. Na początku musimy stworzyć profil, przy czym wypełniamy formularz podając dane do wysyłki. Potem dodając ulubione rzeczy do koszyka po prostu je zamawiamy i opłacamy zamówienie. Strona ma też swoją polską wersję - klikając u góry możecie zmienić na Poland - wtedy opłacacie zamówienie w polskiej walucie.

Na koniec mam dla Was mały kod rabatowy, który jest ważny jeszcze przez kilka dni. Używając go dostaniecie 20% na swoje zamównie na NAKD. 


KOD:MartaM20pl

19:24

Kalendarz adwentowy Douglas - podsumowanie

Kalendarz adwentowy Douglas - podsumowanie

Pamiętam jak nie mogłam doczekać się grudnia. Pierwszym powodem było to, że oficjalnie mogłam zacząć przygotowania do świąt - słuchać świątecznych piosenek, nosić świąteczne swetry i ozdabiać każdy kąt mojego pokoju tak by był jak najbardziej świątecznym kątem na świecie! Był też drugi bardzo ważny powód czyli mój pierwszy w życiu kalendarz adwentowy. Tak przyznaję się, nigdy dotąd nie miałam żadnego kalendarza - nawet takiego z czekoladkami - po prostu.. nie oceniajcie. W tym roku jednak wszytko się zmieniło i miałam swój pierwszy kalendarz, w nieco innym wydaniu bo wypełniony był kosmetykami. Oficjalnie otwierałam go z Wami na moim instastory i tam też mówiłam Wam, że nie miałam zielonego pojęcia co znajduje się w środku, także każdego dnia miałam niespodziankę! Przy okazji zachęcam Was do obserwowania mojego konta na instagramie, teraz też tam trwa rozdanie, w którym możecie zgarnąć między innymi bon do Zary i Instaxa, także polecam - @vanillia96 

Wracając do kalendarza to mój był z Douglas'a. Jak w każdym kalendarzu znajdowały się w nim 24 okienka, a idea polega na tym by każdego dnia, aż do świąt otwierać po jednym, a mi się to udało! Choć wierzcie, że było ciężko, bo już otwierając pierwsze okienko miałam ochotę otworzyć je wszystkie na raz! W tym roku w Douglasie były dwa kalendarze adwentowe, ten który ja wybrałam był miksem różnych marek i produktów, a ten drugi skupiał się jedynie na produktach do makijażu Douglas.

Żeby łatwiej było mi oceniać rzeczy, to co znalazłam w kalendarzu pogrupowałam na siedem kategorii, a że najbardziej wyczekiwałam kosmetyków kolorowych, to od tej kategorii zaczniemy.



Jako, że w kalendarzu musiało być wszystkiego po trochu to makijażowych propozycji było tylko trzy. Pierwsza pojawiła się już pierwszego dnia i była to płynna pomadka do ust z Isa Dory w kolorze 01 Nude Attitude. Jest to oczywiście miniaturka bo mamy jej tylko 2g. Co do koloru to jestem z niego zadowolona bo jest to taki dzienny kolor, pasujący do większości typów urody. Jeśli chodzi o trwałość i pigmentacje to tutaj jestem już mniej zadowolona, pomadka nie trzyma się za długo na ustach a kolor ustach nie jest aż tak intensywny jak powinien być.


Kolejnym makijażowym  produktem był też produkt do ust tylko tym razem była to konturówka marki Douglas w kolorze 2 - Bois De Rose. Jest to pełnowymiarowy produkt, a jego kolor jest zdecydowanie ciemniejszy niż kolor pomadki. Jest to coś pomiędzy zgaszonym różem a czerwienią. Co do jej konsystencji to nie mam się do czego przyczepić, bo jest miękką kredką, którą się łatwo pracuje.

Ostatnim kolorowym kosmetykiem była zwykła, mała, czarna kredka Douglas. Tu też nie mam się do czego przyczepić bo jest miękka a jej kolor jest intensywny.


To była druga kategoria produktów, na które czekałam i bardzo liczyłam, że w kalendarzu znajdzie się coś co przypadnie mi do gustu i od razu Wam powiem, że się nie rozczarowałam!
Wszystko zaczęło się od miniaturki perfum Ariany Grande Ari Eau De Parfum, które skradły moje serce nie tylko swoim zapachem, ale też flakonikiem, który jest przegenialny. Ubolewać mogę tylko nad tym, że jest to malutki produkt - 7,5ml i nie posiada on żadnego dozownika tylko trzeba po prostu wylewać perfumy na swoje ciało. Ja jestem miłośniczką słodkich zapachów, a ten właśnie taki jest, delikatny, owocowo-kwiatowy i mega kobiecy.Według opisu jego nutami głównymi jest gruszka, grejpfrut i malina.

Drugą propozycją był roller od Annayake Kimitsu. Od razu wielki plus za to, że można je aplikować bez marnowania zapachu tak jak w przypadku miniatrurki od Ariany. Zapachu też mamy więcej bo 10ml i co najważniejsze są to kolejne słodkie perfumy. Tym razem głównymi nutami jest bergamotna, róża i gruszka. Znajduje się w nich też nuta pieprzu przez co nie są one aż tak słodkie jak pierwsza propozycja

Ostatnie nie tylko jako zapach, ale też jak ostatnia niespodzianka w kalendarzu były perfumy My Honey od Toni Gard. Chyba nikogo nie zaskoczę jak powiem, że jest to kolejny słodki zapach, który bardzo przypadł mi do gustu. Tego zapachu też mamy najwięcej bo 15ml i jest też wygodny atomizer. Jeśli chodzi o jego nuty zapachowe to rządzą żółte owoce, miód i limonka.

Jak miałabym wybrać mój ulubiony zapach z tych trzech to miałabym problem. Uwielbiam każdy z tych zapachów i są one też naprawdę trwałe, ale przez to, że są to trzy naprawdę słodkie aromaty to wąchając je jeden po drugim słabo czuć różnice pomiędzy nimi. Jednak jeśli tak samo jak ja kochacie słodkie perfumy to polecam Wam je powąchać i wybrać swoje ulubione.


Na produkty z tej kategorii wcale nie czekałam i tak naprawdę dla mnie mogłyby się one wcale nie pojawiać, ale były dwa kosmetyki. Pewnie gdybym nie nosiła hybryd i nadal bym używała normalnych lakierów to bym się z nich cieszyła, a tak to powędrowały w inne ręce. Produkty o których mowa były z Douglas i pierwsza była to baza i top - 2 w 1 - a druga to czerwony lakier do paznokci w kolorze heartbreak 74. Oba produkty były pełnowartościowe.


Zacznę od dwóch produktów do mycia twarzy. Pierwszy z nich to kaktusowy płyn do twarzy z Hej Organic. Marka ta produktuje wegańskie, bio kosmetyki z dość dobrym składem. W miniaturce znalazło się 10ml. Drugim produktem do mycia buzi jest nawilżający żel przeznaczony dla cery normalnej i suchej od Artemis. Mamy też większą pojemność bo 20ml i muszę przyznać, że z tym polubiłam się o wiele bardziej niż z pierwszą propozycją głównie dlatego, że jest o wiele łagodniejszy dla mojej mega podrażnionej cery teraz.

Następnie mamy miniaturkę dwufazowego płyny do demakijażu od Douglas. Nie mogę Wam o nim nic powiedzieć bo jest jednym z tych produktów, które czekają na to by zabrać je na jakiś wyjazd.


W tej kategorii mam też dwa kremy, których nie używałam i nie użyje głównie dlatego, że są one przeciwzmarszczkowe. Powędrowały one do mojej mamy i mam nadzieję, że będzie z nich zadowolona. Mowa o Rich Cream od Day Tox i serum od Annayake.

W tej kategorii najbardziej jestem zadowolona z pomadki nawilżającej Eos. Szał na jajeczka z tej marki był już dawno, ja nie miałam okazji ich testować, także cieszę się, że teraz mam taką okazję. Do tego zapach wanilliowy to strzał w 10!

Z maseczkami było tak, że wszystkie cztery, które były w kalendarzu tego samego dnia co je wyjęłam lądowały na mojej twarzy. Została mi tylko jedna, dlatego że było jej najwięcej czyli 20ml Clay Mask z Day Tox - jest to maseczna czarna, oczyszczająca. Nie ma ona jakiegoś genialnego działania, jest po prostu maseczką z glinką.

W Mikołajki najlepszym prezentem też była maseczka. Tym razem z płacie z twarzą Mikołaja jak to na ten dzień i okres przystało. Była nawilżająca i naprawdę się z nią polubiłam.
Kolejna maseczka była od Douglas i miała zadanie nawadniające.

Ostatnie były nawilżające rękawiczki do rąk również od Douglas. Tej maseczki nie użyłam a oddałam mojej mamie, której się spodobała i z tego co mówiła to miała dobrze nawilżone i gładkie ręce po niej więc mogę polecić.


Tym razem Douglas przygotował dla nas dwie propozycje żeli pod prysznic. Na początku myślałam, że to najgorsze co możemy znaleźć w kalendarzu, ale teraz widzę w nich plus - są idealne do podróży. Tak więc te dwa żele jeszcze sobie poczekają aż je użyje do czasu aż je gdzieś ze sobą zabiorę. Do tego możecie zobaczyć, że ten od Tony Gard jest tworzy komplet z perfumami, które pokazywałam Wam wyżej.


Pamiętam jak drugiego dnia otwierałam kalendarz i byłam zachwycona, że w środku jest gąbeczka, bo akurat chciałam wymienić swoją, ale ta okazała się wielkim rozczarowaniem. Ma dość nietypowy kształt i może byłaby przez to idealna, ale jest najtwardszą gąbeczką jaką kiedykolwiek miałam okazje używać. Woda kompletnie nie zmienia jej miękkości przez co jak używałam jej dwa razy to miałam wrażenie jakbym kamieniem stemplowała swoją twarz.. nie polecam.

Za to bardzo, bardzo jestem zadowolona z gumek do włosów, do których zawsze podchodziłam sceptycznie i nie myślałam, że nie mogą być jakkolwiek dobre, ale cofam są mega! W sumie nie wiem jak wcześniej mogłam używać zwykłych gumek do włosów, te ringi są świetne. Dają sobie radę z moimi włosami, utrzymują je w miejscu, nie plączą się i nie wyrywają włosów.
W kalendarzu znalazła się też kostka musująca do kąpieli z Douglas, która pachniała bardzo ładnie i ostatnią rzeczą, której nie użyłam i nie wiem czy użyje jest chusteczka brązująca do twarzy i ciała również od Douglas.

Podsumowując jestem zadowolona z tego kalendarza. Pomimo, że było w nim kilka rzeczy, których nie użyje albo są nieużyteczne to i tak widzę więcej plusów niż minusów w takim kalendarzu. Jest to super zabawa i ja na przykład poznałam się z markami, o których wcześniej nie słyszałam lub po prostu nie miałam okazji nic od nich testować. Także jeśli chcecie sprawić sobie niespodziankę i przetestować coś nowego to polecam Wam taki kalendarz na następne święta. Jestem tylko zawiedziona, że w kalendarzu nie było czerwonej pomadki. W końcu święta, a ten kolor do nich idealnie pasuje.
Copyright © 2016 Vanillia , Blogger